Optymalne inwestycje dla nieprofesjonalistów


Profesjonaliści mają swoje najlepsze inwestycje. Jeden nieruchomości, inny giełdę, trzeci złoto, działki itd. Większość ludzi jednak ma swój zawód, który nie wiąże się z inwestowaniem, a też chce pomnażać swoje oszczędności lub nadwyżki. Takie osoby powinny inwestować w fundusze. Poniżej moje wnioski i sugestie zatem dla osób nie mających profesjonalnej wiedzy inwestycyjnej.

IKE/IKZE

Powiem krótko, trzymam się jak najdalej od wszystkiego, co wymyślają rządzący nami (niezależnie, czy są z prawicy, czy z lewicy). Raz, że nie można ufać w żadne obietnice polityków, dwa – wielokrotnie udowodnili, że jak w budżecie brakuje pieniędzy – bez oporów moralnych okradają obywateli (ostatni przykład to zabranie 5% składek z OFE na rzecz ZUS). Dlatego nawet przez chwilę nie myślałem o inwestowaniu w IKE/IKZE. Jeśli ktoś jednak chciałby – opis i porównanie tych form znajdzie na http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/co-jest-lepsze-indywidualne-konto-zabezpieczenia-emerytalnego-czy-ike oraz na http://www.parkiet.com/artykul/7,1045133.html.

Konkretny fundusz z banku

Większość Polaków inwestujących w fundusze właśnie tak to robi – kupuje fundusz w banku, który go sprzedaje. A to najgorsze rozwiązanie – jesteśmy przywiązani do jednego funduszu, płacimy idiotyczne opłaty za sam zakup i sprzedanie jednostek, nikt o naszą inwestycję nie dba – wbrew zapewnieniom banków i pięknie brzmiącej nazwie „opłaty za zarządzanie” – nikt nam nie powie, że należy się wycofać, bo giełda spada – będą się jeszcze chwalić, że oni stracili mniej…

Portfel modelowy

To podobne rozwiązanie, jak pojedynczy fundusz kupowany w banku. Teoretycznie taki portfel jest dobierany przez specjalistów, którzy aktywnie zarządzają pieniędzmi inwestora biorąc za to nawet 4% jego kapitału (dodatkowo, bo fundusz i tak swoje kilka % pobiera)! Jak to działa? Nie działa! Najlepsze portfele modelowe zarabiają maks 2-3% ponad inflację, a większość traci, lub zarabia mniej.

Fundusz parasolowy

Fundusze parasolowe to rozwiązanie wprowadzone przez banki, by umożliwić inwestorom zmiany funduszy (ale tylko w ramach oferty danego TFI) bez płacenia podatku od zysków kapitałowych (podatek Belki) – płacimy go tylko raz, na końcu, gdy wycofujemy się z parasola. To teoretycznie dobre rozwiązanie, ale nadal ma wady w postaci opłat wstępnych i za wycofanie się, oraz nasz wybór ograniczony jest do tylko kilku funduszy oferowanych przez dane TFI.

Platforma transakcyjna z wieloma funduszami

To jest najlepsze rozwiązanie dla krótkoterminowego inwestowania nadwyżek (poniżej 5 lat) lub dla upewnienia się, że chcemy inwestować w fundusze. Nie ma żadnych opłat za wejście/wyjście/zarządzanie (poza opłatą wliczoną w cenę funduszu, jak wszędzie), nie ma też limitów kwot wpłat, ani kar za wycofanie.
Poniżej wymieniam platformy, w których nie ma żadnych opłat. Na początku podana jest liczba dostępnych funduszy (więcej nie zawsze znaczy lepiej).

Więcej o powyższych platformach – http://www.inwestycjewfundusze.pl/platformy-inwestycyjne

Moim zdaniem najlepiej robić to poprzez platformę mBanku. Ja używam jej do inwestowania chwilowych nadwyżek, które inwestuję krótkoterminowo w fundusze polskie i zagraniczne.

Polisa inwestycyjna

Takie polisy oferuje np. Aegon, Axa, Generali, Skandia. Ich głównym celem jest inwestowanie, a ochrona jest „efektem ubocznym”. Nie jest to odpowiedni produkt by ubezpieczać się na wypadek śmierci, choroby, czy niezdolności do pracy, ale jest to idealny produkt do systematycznego inwestowania. Korzyści z polis to:

  1. Korzyść podatkowa – w trakcie trwania polisy możemy wielokrotnie kupować i sprzedawać różne fundusze, a podatek zapłacimy dopiero na samym końcu, gdy zechcemy zlikwidować polisę i wypłacić pieniądze. W dłuższym okresie inwestycji (ponad 7 lat) pozwala to na zysk większy nawet o 30% w porównaniu z inwestowaniem w te same fundusze poza polisą.
  2. Korzyść spadkowa – w przypadku śmierci ubezpieczonego jego spadkobiercy nie muszą płacić podatku od pieniędzy z polisy (czyli de facto zaoszczędzonych przez osobę zmarłą).
  3. Dostęp do drogich funduszy – wiele funduszy (zwłaszcza zagranicznych) ma minimalny próg inwestycji np. 5-200.000zł. W polisie jednak możemy kupić je za dowolną kwotę.
  4. Krótki czas konwersji – w przypadku chęci zamiany funduszy dokonuje się to zwykle tego samego dnia, lub w dwa dni od naszego zlecenia (ma to ogromne znaczenie gdy np. mamy nagłe spadki).

Poza tym polisa inwestycyjna zapewnia ochronę naszych inwestycji przed:

  1. Procedurami spadkowymi – w przypadku śmierci Ubezpieczonego środki przez niego inwestowane zostają po prostu wypłacone osobie, jaką wskazał on jako Uposażonego. Bez spraw i procedur spadkowych i wspomnianego wyżej podatku.
  2. Komornikiem – nie może on ściągać wierzytelności z polisy więcej niż 25% jej wartości (wyjątkiem są alimenty).
  3. Niektóre polisy oferują dodatkową wypłatę w przypadku śmierci Ubezpieczonego. Jak wspomniałem – dla takich celów lepiej stosować polisy dedykowane ubezpieczeniu, ale są polisy które dopłacają nawet 25% do zgromadzonego kapitału w przypadku śmierci Ubezpieczonego.

Dla części osób powyższe korzyści są bardzo istotne, jednak nawet bez nich, polisy są w pewnych sytuacjach najbardziej opłacalną inwestycją, co opisuję poniżej.

Oczywiście w każdym momencie można zmienić Uposażonego prostym zleceniem, można też zmienić Ubezpieczającego, czyli płatnika składek, to jednak wymaga już cesji polisy, ale to tylko jeden papierek – umowa podpisana przez byłego i nowego Ubezpieczającego. Natomiast nie można zmienić Ubezpieczonego, czyli osoby, na której życie zawierana jest polisa. To jednak moim zdaniem nie ma znaczenia

Na kogo zawierać polisę, a kogo uposażyć?

Najlepiej, by osobą Ubezpieczoną w polisie była ta osoba w rodzinie, która najwięcej zarabia. Mówiąc wprost – której śmierć oznaczałaby dla rodziny największą stratę finansową. Celem takiej polisy jest zabezpieczenie finansowe rodziny, gdy ta osoba straci życie.

Często jednak zawiera się takie polisy z myślą o dzieciach. Jeśli są pełnoletnie, to żaden problem, jednak jeśli są niepełnoletnie – w przypadku „realizacji polisy” gdy osobą uposażoną jest nieletni  – wypłata następuje na rzecz jego opiekuna prawnego, a to zajmuje dłuższy czas. Warto więc od razu, jako uposażonego,  wskazać taką osobą, która w razie śmierci ubezpieczonego, ma zająć się dzieckiem.

Polisa inwestycyjna ze składką jednorazową

Dla inwestycji długoterminowej (>5lat) i regularnych mniejszych wpłat (

Ja wykupiłem trzy takie polisy ze składką jednorazową:

  1. Na start dla dziecka, by w dowolnym momencie dopłacać jakieś kwoty, które zapewne i tak byśmy wkrótce wydali – niesamowite, ile pieniędzy można z tego zebrać, czyli ile przecieka nam na co dzień przez palce.
  2. Dla głównego inżyniera w mojej firmie – gdy unikamy jak możemy płacenia ZUS-u za pracowników (oczywiście metodami legalnymi, nie wypłacamy pensji „pod stołem”), mamy pieniądze na indywidualne inwestowanie w „produkt zastępczy”. Dodatkową korzyścią jest możliwość wpłacania na to konto premii, czy prowizji za udział w osiągnięciu wyniku firmy, oraz przywiązanie pracownika do firmy – jego odejście w okresie ważności polisy powoduje jej utratę.
  3. Na inwestowanie na rzecz zmiany auta za 5 lat – tu też wpłacam w ciągu roku różne kwoty, jeśli mam jakieś nadwyżki.

Polisa inwestycyjna ze składką regularną

Gdy mamy pewność, że nie będziemy mieć problemów z corocznym regulowaniem składek przez pierwsze 5 lat, najbardziej opłacalna jest polisa ze składką regularną. Dla mniejszych składek, lub dla sytuacji, gdy planujemy dopłaty, różnica nie jest duża, ale w przypadku składki rocznej 10.000zł i więcej (gdy nie planujemy dopłat) taka polisa pozwala na „życie z niej” przez nawet 4 lata dłużej, niż dla tych samych wpłat z polisy ze składką jednorazową. Taka polisa opłaca się jeszcze bardziej, gdy mamy  za nią dostać jakiś zwrot z firmy dystrybucyjnej, jeśli np. polecimy jej kolejnego klienta.

Polisa ze składką regularną różni się od polisy ze składką jednorazową kilkoma elementami:

  • Konieczność regularnego wpłacania raty, jaką zadeklarowaliśmy (najczęściej raz w miesiącu, lub w kwartale) przez zwykle 5-10 lat
  • Kary za rezygnację są wysokości nawet 95% zgromadzonego kapitału (w pierwszych latach)
  • Występują znacznie niższe opłaty za zarządzanie

Dwie pierwsze cechy są największymi zaletami polis ze składką regularną choć wyglądają na ich największe wady… To przecież skandaliczne, jak instytucje oferujące te polisy traktują swoich klientów. A Ci klienci jeszcze są za to wdzięczni… Tak, te niby największe wady, są najczęściej głównym zasłużonym w boju o budowanie majątku klienta.

Masz wątpliwości? Na pewno. Każdy je ma na początku. Spójrz jednak na to z drugiej strony – ile znasz osób, które postanowiły oszczędzać i utrzymały swój plan? Ile udało im się zaoszczędzić? Może Ty sam też próbowałeś wcześniej. To jak z postanowieniami noworocznymi – najdalej po dwóch miesiącach o nich zapominamy.

Czy wiesz, co motywuje ludzi do działania? Po sprowadzeniu do kwestii podstawowych są to tylko dwa uczucia – chciwość i strach. Przy czym strach jest znacznie większym motywatorem. To dlatego kredyty hipoteczne są najlepiej spłacanymi kredytami w bankach (strach przed zabraniem mieszkania). I z tego samego powodu polisy ze składką regularną dają największą pewność osiągnięcia Twojego celu – dzięki strachowi, że przerwanie oznacza stratę pieniędzy zarobisz najwięcej na swój długoterminowy cel.

Dlatego zatem specjaliści powszechnie uznają polisy ze składką regularną za najlepsze rozwiązanie  do inwestowania 10%-20% swoich dochodów. Tu ważna dygresja – nie więcej, agenci na pewno będą Cię czasem do tego namawiać, ale nadwyżki lokuj raczej w innych miejscach, na polisę regularną 10-20% dochodów jest optymalne.

Ja mam taką polisę – z przeznaczeniem na „podróże na emeryturze”.

Podsumowanie – przykładowe potrzeby i najlepszy dla nich produkt

  1. Emerytura – polisa regularna bez dopłat (najlepszy wariant 12tys zł)
  2. Poważny wydatek za ok. 10 lat (np. dom/studia) – polisa regularna bez dopłat
  3. Większy wydatek za ok. 7 lat (np. auto) – polisa jednorazowa z dowolnymi dopłatami
  4. Fundusz dla dziecka na start – polisa jednorazowa z dowolnymi dopłatami rodziny przy okazji np. chrztu/komunii zamiast przedmiotów na prezenty
  5. Inwestowanie chwilowych nadwyżek (np. 80% ich wartości) – platforma mBank (wszystkie opłaty zniesione) w fundusze polskie
  6. Nauka i ryzykowne spekulacje (np. 20% wartości nadwyżek) – platforma mBank (wszystkie opłaty zniesione) w fundusze zagraniczne

Jaką kwotę inwestować regularnie na emeryturę

W polisie regularnej najbardziej opłacalne (najniższe opłaty) są przy wartości rocznej inwestycji 12.000zł. Zarządzający programami inwestycyjnymi w takich polisach zapewne dobrali ten wariant na bazie obliczeń takich, jak przedstawione w badaniach opisanych na stronie http://www.forbes.pl/artykuly/sekcje/wydarzenia/myslisz-o-emeryturze-oszczedzaj-13-tys–zl-rocznie,6936,1. Zapewne uwzględnili wzrost większy niż na lokacie, stąd trochę niższa kwota.

Moje obliczenia opublikowane na stronie http://bezemerytury.pl/blog/index.php/wyznacz-swoj-plan-inwestycyjny też wskazują, że to optymalna kwota jaką należy co roku inwestować (zakładam, że zaczynamy w wieku ok 30-35 lat), by mieć godziwą miesięczną emeryturę.

Dla określenia najlepszej dla Ciebie kwoty może Ci się przydać poniższy arkusz obliczający szczegółowo Twoje zyski jaki zamieściłem poniżej.

[dm]2[/dm]


Chcesz wiedzieć więcej? Wejdź na stronę z Poradnikami.


  1. ; Waldemar pisze:

    Solidny kawałek wiedzy finansowej podany w przystępny sposób. Dawno już nie czytałem informacji finansowych z takim zaciekawieniem.

    Byłbym wdzięczny za uzupełnienie wpisu o ochronie inwestycji przed komornikiem o informację o podstawie prawnej takiego stanu rzeczy tzn. jaki akt prawny stanowi, że komornik nie może sięgnąć po więcej niż 25% kapitału zgromadzonego w polisie inwestycyjnej.

  2. ; Hanna pisze:

    Bardzo interesujący blog. Jestem zainteresowana polisą
    inwestycyjną z wpłatą jednorazową maksymalnie bez żadnej ochrony typu dziedziczenie itp. Czy jest taka oferta na rynku. Czy o zmianie funduszu w takiej polisie
    decyduje jej właściciel, czy firma w której polisę zakładamy optymalizuje zarządzanie naszymi pieniędzmi.

  3. ; Mariusz Szepietowski pisze:

    Pani Hanno – wymagania prawne dla polisy z założenia określają warunki dziedziczenia itd, zatem nie ma polis bez tych elementów ochronnych, ale przecież może Pani je zignorować, nie płaci się za nie.

    O zmianie funduszu decyduje właściciel (Ubezpieczający). Różne polisy oferowane przez różne firmy mają różną liczbę dostępnych funduszy.

    Firma absolutnie nie optymalizuje zarządzania. Piszę tak kategorycznie, bo to jest błędne założenie, z którego właśnie biorą się złe opinie o inwestowaniu w funduszach – to klient musi sobie te fundusze zmieniać, jeśli chce liczyć na zysk. Tzw. „opłata za zarządzanie” ma złą nazwę, która wprowadza właśnie w ten błąd.

    Opisuję to dokładniej we wpisie http://bezemerytury.pl/blog/index.php/najwazniejsze-inwestuj-aktywnie.

  4. ; Julita pisze:

    Dziękuję serdecznie, jak dla mnie bdb artykuł -nawet notatki zrobiłam. Super

  5. ; Andrzej pisze:

    Fajnie jestem za ale w polisach inwestycyjnych jest jednak duży problem bo:
    Z moich doświadczeń nie ma takiego TU w którym zlecenie zmiany funduszu realizowane jest w czasie rzeczywistym. Natomiast zazwyczaj trwa to 3-4 dni a to niestety jest kicha!!! Należy posiłkować się wiedzą o trendach i koniecznie przyjmować założenie , że istnieje ryzyko
    spadku.

  6. ; Mariusz Szepietowski pisze:

    To prawda. Jest jednak TU, w którym zlecenie jest po cenach z dnia dzisiejszego. Do godziny 22 możemy się zdecydoać – takie zlecenie będzie wykonane po cenach jednostek z dnia kolejnego, a te są wyznaczane na podstawie dnia poprzedniego, czyli dzisiaj. Zatem jeśli nasza giełda dziś spadła, ale w USA były wzrosty, to do godziny 22 możemy kupić jednostki, by „załapać się” na jutrzejszą zwyżkę. Przetestowałem to wielokrotnie dlatego polecam na http://bezemerytury.pl/blog/najlepsza-polisa-inwestycyjna

  7. ; Antek pisze:

    Wszystko ładnie wygląda, ale to tylko liczby i w rzeczywistości nie wiadomo co będzie za 15, czy 30 lat, a brak możliwości wycofania wcześniejszego pieniędzy bez ich utraty kapitału (np. po 5 latach ok. 55-65% wpłaconego kapitału). Poza tym za 5 lat mogą być znacznie lepsze produkty inwestycyjne i niestety będziemy uwiązani UL. Chociaż jak najbardziej właściwe jest inwestowanie na swoją emeryturę, to jednak uważam, że najlepiej jest inwestować we własną wiedzę i samemu zarządzać swoimi pieniędzmi.

  8. ; Mariusz Szepietowski pisze:

    Planowanie z założenia opiera się na założeniach, ze będzie jak założono 🙂 A odnośnie „braku możliwości wycofania pieniędzy” polecam wpis http://bezemerytury.pl/kupie-sprzedam-polise-inwestycyjna-aegon-axa-generali-skandia

  9. ; Arek pisze:

    Mam dwa pytania do artykułu:
    – napisałeś o polisie dla inżyniera, której nie obejmuje ZUS. Czy jesteś pewny, że środki przekazywane na polisę należącą do pracownika nie podlegają ZUS?
    – zachwalasz platformę mBanku – czy jednak nie jest tak, że konwertując w niej jednostki pomiędzy funduszami jest pobierany podatek?

  10. ; Mariusz Szepietowski pisze:

    Hmm… nie jestem pewien pierwszego, co do drugiego – tak, przy konwersji w mBanku pobierany jest podatek, dlatego ja inwestuję w polisach.

  11. ; henieck pisze:

    długoterminowe inwestowanie w jakiekolwiek kwity (polisy, lokaty, fundusze, akcje itd) w obecnym czasie bardzo poważnego kryzysu jest bardzo ryzykowne. Istnieje ryzyko bankructwa instytucji finansowej (dziś nikt nie wie jaką tak naprawdę kto ma ekspozycję na złe długi) ale dużo większe jest ryzyko erodowana siły nabywczej pieniądza poprzez inflację. Inflacja bierze się z emisji pustego pieniądza ( np dla stymulowania gospodarki dla ratowania przed skutkami kryzysu). W ostatnich latach od 2008 drukuje centralny bank europejski, amerykański, japoński, (razem kilka bilionów dolarów, euro itd), w zasadzie każdy kraj w mniejszym czy większym stopniu w to się bawi i stąd ciągły wzrost cen towarów rolnych, ropy, metali. W zasadzie to nie towary drożeją tylko pieniądz traci wartość i wyrażona w nim cena musi być nominalnie wyższa. Polska (na razie) nie jest dotknięta bezpośrednio kryzysem jak inne całe bankrutujące kraje ale skutki dodruku niewyobrażalnych ilości pieniędzy są u nas też odczuwalne. W dodatku trwa wojna kto szybciej zdewaluuje swoją walutę dla osiągnięcia przewagi eksportowej ale największym wydarzeniem epoki będzie ostateczny upadek dolara amerykańskiego, który pełni rolę światowej rezerwy – czyli inne kraje trzymają swoje rezerwy w dolarze. Dzięki temu, gdy padnie dolar, a jest to arytmetycznie nieuniknione, padną inne waluty i zrobi się chaos, być może padnie cały system finansowy jaki znamy w obecnej formie. Najmądrzejsi, najbardziej wtajemniczeni, miliarderzy inwestują w towary i metale szlachetne. Obecnie złoto i srebro na wiele lat będzie najlepszą formą oszczędzania na przyszłość. Na początku kryzysu w 2008r uncja kosztowała około 1800zł a dziś 5300zł a to dopiero początek potężnego zamieszania na świecie, które może się skończyć poważnym konfliktem na miarę WWIII, bo konflikt arabski tak naprawdę jest wojna proxy pomiędzy USA a Chinami i Rosją z drugiej. Walka idzie o utrzymanie przez USA unipolarnego układu sił przy coraz silniejszej Euro-Azji. Z Iranem nie pójdzie już tak łatwo jak z Irakiem, bo Chiny i Rosja nie będą biernie patrzeć jak tracą strefy wpływów na rzecz obecnego, upadającego imperium – USA. Szykuje się ostre przetasowanie na świecie i długoterminowe inwestowanie w jakikolwiek papier to ogromne ryzyko z wielu powodów. To wszystko zostanie w zwolnionym tempie rozkradzione różnymi sposobami, w tym inflacją. Natomiast złoto, nieruchomości, i inne fizyczne towary zachowają siłę nabywczą i co najważniejsze nie zawierają w sobie ryzyka niewypłacalności drugiej strony transakcji, bo złoto czy nieruchomość się samemu posiada i nikt nie musi nic wypłacać, nikt inny nie sprawuje kontroli nad Twoim kapitałem. Natomiast inwestując w obligacje, waluty, fundusze i ubezpieczenia nie ma się żadnej kontroli – możliwość bankructwa, dodruku kasy, wejście w życie nowych legislacji a jak przyjdzie do czegoś poważniejszego (np. wojna) to tylko fizyczne złoto w ręce będzie miało autentyczną wartość ( możliwość kontroli, transportu, podziału itd). Także ze wszech miar zastanówcie się nad wieloletnim inwestowaniem kasy w obecnym, powoli upadającym systemie finansowym. Inwestując w metale szlachetne inwestuje się poza systemem. Cena złota będzie się wahać ale nigdy nie spadnie do poziomów sprzed lat, bo w tym czasie dodrukowano ogromną ilość pieniądza bez pokrycia na świecie i tego się już nigdy nie cofnie a wręcz dojdzie dalsza „stymulacja”. Tak samo jak upadał PRL i złotówka traciła wartość w wyniku hiperinflacji – cena 1 uncji złota osiągnęła wartość kilku milionów złotych, jedno jajko kosztowało 2200zł, większość z nas przecież to pamięta. Niewielu wtedy miało większe oszczędności ale ci co mieli całkowicie je stracili – to znaczy nominalnie nadal byli milionerami tylko że nic wartościowego za to nie można było kupić. Za kilka/kilkanaście lat będzie to samo. Potem cena przecież nigdy nie spadła – skreślono kilka zer wyniku denominacji, zrobiło się z tego kilkaset obecnych złotych i od tego czasu cena uncji dalej rosła do 5300zł za uncję dziś. Nie ma żadnego bąbla na złocie tak jak niedawno na nieruchomościach. Jak będzie bąbel i czas na sprzedaż złota to na wszystkich forach jak to będzie polecane złoto jako jedyna forma oszczędzania (straty w papierze będą już dla wszystkich ewidentne, być może długoterminowe umowy będzie się wyrażać w złocie tak samo jak za komuny w markach i w dolarach, bo złotówka tak szybko traciła wartość). Mimo wielu lat spektakularnych wzrostów notowań ( to wartość papierowego pieniądza malała) obecnie o złocie niewielu mówi i traktuje się je jak jakieś świństwo – obecnemu układowi sił zależy na tym – a miliarderzy, banki centralne po cichu kupują, Chiny przejmują całe kopalnie, złoto zaczyna być normalnie akceptowane jako zastaw itd. Obecny system jest popsuty do granic. USA zalało świat toksycznymi aktywami, największe korporacje jak Goldman Sachs emitują różne instrumenty dla niezorientowanej ciemnoty i sami zajmują odwrotną pozycję, z której czerpią prawdziwe zyski kosztem swoich klientów. Chcesz w coś podobnego wyrzucać pieniądze? Fundusze i inne instrumenty zaprojektowane są przez profesjonalistów aby oni osiągali zyski a nie ciemni klienci, którzy nawet nie wiedzą ile wynosi prawdziwa inflacja(dużo więcej niż oficjalnie się podaje), skąd się bierze (emisja pieniądza bez pokrycia przez banki centralne) i jak się przed nią bronić (kupować towary, nieruchomości, fizyczne złoto a nie żadne kwity (ani kwity na złoto) w bankrutującym i popsutym systemie).

  12. ; Mariusz Szepietowski pisze:

    Heńcku (mam nadzieję, że dobrze odmieniłem Twój nick), dziękuję za tak obszerny komentarz. Zgadzam się ze wszystkimi Twoimi argumentami przeciwko funduszom i innym papierom wartościowym. Niestety rdza, jaka przeżera instytucje finansowe i rządy (jest dla mnie oczywiste, że żaden polityk nie rządzi już w żadnym państwie) powoduje, że te same argumenty mam przeciw inwestowaniu w złoto (jego ceny dawno przestały odzwierciedlać popyt na złoto, teraz to są najczęściej puste kontrakty na nie) a także w nieruchomości (jak cały kraj nie będzie miał co jeść to ani złoto nic Ci nie da, ani za mieszkanie nie dostaniesz czynszu, nie mówiąc już o jego sprzedaży). Zatem „wiem, że nic nie wiem” i nie ośmielam się dziś nikomu doradzać, jaka inwestycja jest najlepsza. Moje zdanie i przemyślenia wskazują na trochę mieszkań na wynajem, trochę złota i trochę funduszy inwestycyjnych.

  13. ; henieck pisze:

    problem jest w tym, że inflacja maskuje spadki cen instrumentów i to, że płaci się podatki od zysków których realnie w sile nabywczej nie ma, a wręcz są straty. Już nawet pomijając przykłady MF Global czy Madoffa, w których z dnia na dzień można stracić całą inwestycję – inflacja jest problemem ( a w przyszłości będzie dużo większa). Jeśli zyskamy na jakiejś inwestycji w ciągu kilku lat 100% a po tym samym czasie pieniądz będzie warty 40% tego co dziś to tak naprawdę mimo zysków nominalnych mamy stratę w sile nabywczej. W dodatku od tych papierowych „zysków” musimy zapłacić podatek, co dalej mocno zwiększa stratę. Fundusze inwestycyjne zdają się być najsłabszym pomysłem. Nieruchomości przy inflacji powiedzmy, ze zachowają wartość ale przy sprzedaży zapłacimy podatek od zysków, których de facto w sile nabywczej nie ma. Jeśli będzie to inwestycja długoterminowo nastawiona na zyski głównie z najmu to nie ma tego problemu. Przy sprzedaży złota z tego co kojarzę trzymanego dłużej niż 6 miesięcy płaci się tylko 2% podatku od całości. Pana argument, że złoto i nieruchomości nic nie dadzą jak będzie jakiś kataklizm gospodarczy – jeszcze szybciej niż złoto nic nie dadzą fundusze ani pieniądz papierowy, w którym są denominowane 🙂 Za to w przypadku naprawdę kataklizmu fundusze są zapisane w Systemie wielkiego brata i denominowane w środku płatniczym, którego wartość a zarazem wartość całej inwestycji kontroluje bank centralny; podczas gdy złoto jest całkowicie poza bankrutującym systemem i można próbować sprzedać na czarnym rynku czy przewieść za granicę jakby jakaś wojna była czy co. Przyszłość będzie wymagać innego podejścia niż to było do tej pory.

  14. ; Łukasz pisze:

    Henieck jeśli byłbyś tak uprzejmy i doradził gdzie najlepiej inwestować w złoto?
    O funduszach i polisach dowiedziałem się już trochę, ale z powodów które przytoczyłeś boję się inwestować długoterminowo.
    Wraz z żoną poważnie myślimy o złocie, tylko nie bardzo wiem gdzie je kupić tak aby ponosić jak najmniejsze koszty i móc je łatwo sprzedać (przy założeniu że nie dochodzi do jakiegoś chaosu)
    Są quasi lokaty – w Amber Gold, ale oni wyglądają bardzo podejrzanie
    Jest bullionvault ale tutaj dochodzą koszty w postaci przewalutowania itd, co powoduje, iż opłacalne byłoby granie dużymi kwotami – czego na razie z uwagi na brak doświadczenia nie chcę czynić.

    Gdzie zatem inwestować w złoto?
    I jaka jest podstawa prawna owego 2% podatku?

    Pozdrawiam!

  15. ; henieck pisze:

    wydaje mi się, że w zależności od wielkości zakupu można podejść w taki sposób:

    1. przy jednorazowej większej kwocie zdaje się Mennica w Warszawie ma ciekawą propozycję – bo firma jest ugruntowana, działa profesjonalnie, oferuje w miarę normalne ceny, można sprzedać bez problemu w dowolnym momencie (kupią od nas za cenę dnia z Londynu minus 2% podatku) i co najważniejsze można za drobną opłatą przechowywać to u nich, bo trzymanie większej ilości w domu to zły pomysł. 35 zł miesięcznie kosztuje w pierwszym roku przechowanie do kilku kg złota, potem cena podskakuje. Trzeba by trzymać rękę na pulsie, gdyby coś miało grubo huknąć to trzeba by wyjąć od nich złoto, bo problem w tym, że oni mogą potencjalnie zastawiać złoto i otrzymywać za to 1% czy 2% rocznie z jakiegoś banku (być może dlatego mogą nam oferować niską cenę za przechowanie?), chociaż zarzekają się, że na 100% nikomu nie pożyczają sztabek ale trzeba mieć ograniczone zaufanie w czasie gdy cały światowy system finansowy upada.
    Ogólnie rzecz biorąc jest tak, że złoto trzymane powyżej 6 miesięcy (podobno) nie podlega opodatkowaniu w sensie podatku od zysku – ale tutaj przyznaję, że trzeba by rozeznać temat, bo ja gdy kupowałem działałem w pośpiechu trochę, złoto było bardzo mało popularne i trudno było o informację, poza tym nawet gdyby trzeba było zapłacić dochodowy to i tak bym kupił 🙂 W Mennicy mi potwierdzili, że płaci się tylko te 2% – ale oni też nie są urzędem skarbowym i za te informacje nie biorą żadnej odpowiedzialności. Więc sprawa podatku jest do ponownego rozeznania. 2% od całości przy sprzedaży płaci się na pewno, też na pewno nie ma żadnego VATu na złoto – a czy czegoś jeszcze nie ma ponad to, to trzeba we własnym zakresie rozeznać.
    Jeśli ktoś chce okresowo inwestować mniejsze kwoty to wydaje mi się, że można wziąć pod uwagę kupowanie monet czy sztabek w zwykłym numizmatycznym czy na Allegro (ma to tę zaletę, że kupno i sprzedaż jakiejś tam jednej monety raz na jakiś czas może się odbyć poza Systemem). Chodzi tylko o popularne monety, których cena nie różni się zbytnio od ceny samej zawartości złota. Okresami, szczególnie przy dużych i szybkich zmianach cen na rynku złota monety NBP np o nominale np. 200zł (półuncjowe) na allegro można było kupić nawet minimalnie poniżej ceny samej zawartości złota. Chodzi o to, żeby nie kupować monet kolekcjonerskich, których cena składa się np w połowie z ceny złota a w połowie z ceny wartości kolekcjonerskiej samej monety – bo trzeba się na tym dobrze znać a w przypadku poważnego zamieszania taką monetę i tak sprzeda się za cenę samego złota, bo nikt nie będzie wnikać jaki jest na niej obrazek tylko ile konkretnie waży 🙂 Kupując od sklepów numizmatycznych jest się zwolnionym z podatku 2%, ale wtedy nie ma żadnych „okazji”, natomiast kupując od ludzi z wtórnego obiegu trzeba zapłacić ten podatek samemu, za to można było kupić taniej. Nie wiem jakie są premie teraz, ale skoro sklep ma monetę wycenianą z grubsza tak: cena kruszcu plus koszt bicia plus marża handlowa – to monety bulionowe kupuje się kilka % powyżej ceny zawartości samego metalu, np 10%. Natomiast kupując od allegrowicza, który wyprzedaje swoją kolekcję sprzed lat, gdy kupił ją znacznie taniej niektóre bardziej popularne monety w niektórych momentach można wyjąć np 2% poniżej ceny samego metalu albo 3% powyżej ceny metalu – i to samo może się zdarzyć przy naszej sprzedaży. Tutaj trzeba przestrzegać podstawowych zasad kupowanie na aukcjach – jak np nie kupować od kogoś, kto wystawia pierwszy raz itd. Sam tak zaczynałem, potem to poleciłem przyjacielowi i byłem świadkiem wielu udanych transakcji, nigdy nie było problemów, o falsyfikatach monet NBP nigdy nie słyszałem ( a jak się płaci te 2% to przyjaciel w ogóle nie wie ;). Samemu można łatwo sprawdzić czy moneta jest autentyczna – mierząc wymiary i wagę (złoto ma bardzo dużą gęstość). Jest bardzo trudno podrobić gęstość złota (ile gramów waży metal o konkretnych wymiarach). Do tego są bardzo popularne inne monety bulionowe rozpoznawalna na całym świecie godne polecenia – American Eagle, Maple Leaf, Krugerrand ( w większości uncjowe a NBP o nominale 200zł to pół uncji). No i sztabki, gdzie cena powinna być teoretycznie najbardziej zbliżona do ceny zawartości metalu.

    No i polecam też małą cześć ulokować w srebro, bo tutaj może być wyższy potencjał wzrostowy niż złota (i większa zmienność cen).

    Amber gold tylko nazywa się lokatą w złoto a tak naprawdę jest kolejnym papierem o chwytliwej nazwie – a właśnie papieru chcemy uniknąć.

    Osobiście nie mam podejścia takiego, ze kupuję złoto do końca życia – bo obstawiam, że po przejściu fali baby boomers i uporządkowaniu za pomocą inflacji tematu długu na świecie za 5 , 10 czy 15 lat – kiedyś znów powróci zaufanie do papierowych walut i znów nadejdą czasy odejścia od złota (do różnego papieru). Do tego czasu złoto może osiągnąć nawet absurdalnie wysoką cenę i potem istotnie spaść po fazie manii – ale na najbliższych kilka lat horyzont zdaje się pod tym względem niezagrożony, chyba, ze miałyby wchodzić sprawy takie jak konfiskata złota czy zakaz posiadania, jak już w historii większości krajów bywało – ale najpierw złoto musiało by mocno zyskać na znaczeniu w Systemie a do tego jeszcze daleko. Na razie jesteśmy na etapie przechodzenia z całkowicie zapomnianego aktywa do stadium złota jako ciekawostki przyrodniczej i to mimo ponad dekady spektakularnych i nieprzerwanych wzrostów w USD – ale to głównie dolar (i inne waluty) traciły na wartości a nie złoto drożało, w którymś momencie może się zacząć spekulacyjne drożenie złota – to będzie wstępny sygnał do niedługo potem zamienienia go na coś innego.

    Wydaje mi się bardzo dobrą opcją jest podzielenie aktywów na złoto i nieruchomości. Mieszkanie na wynajem czy lokal użytkowy przy odrobinie inklinacji w tym kierunku może być potencjalnie znacznie lepszą inwestycją niż samo złoto. Trzeba brać pod uwagę wejście w życie wyższych podatków czy regulacji cen najmu mieszkań, jak już w wielu krajach niejednokrotnie bywało w czasach kryzysu – ale powiedzmy, że na razie na horyzoncie mogą być (tylko) wyższe podatki. Złoto zachowa zdolność nabywczą pieniądza ( w fazie manii i spekulacji może nawet przynieść zyski w ujęciu realnej siły nabywczej) – ale dzięki nieruchomości na umiarkowany kredyt można sporo zyskać w czasach realnej inflacji. Dzieje się tak dlatego, że dla bankrutujących rządów najlepszą opcją jest doprowadzenie do ujemnych realnych stóp proc, bo dzięki nim spłaca się dług coraz mniej wartymi pieniędzmi okradając przy tym wszystkie konta pieniężne i wszystkie papierowe aktywa z realnej siły nabywczej. W odpowiednich warunkach inwestując w nieruchomość na kredyt można znaleźć sie po tej samej stronie co bankrutujące państwo – kiedy ujemne realne stopy, które normalnie wydrenują zasoby wszystkich emerytów i innych ciułaczy, pomagają spłacić nam kredyt i to bez żadnych podatków. Ocieramy sie tutaj juz o inżynierię finansową i głębokie zrozumienie tematu, jakie ma jedna osoba na tysiąc. Zależy to od kilku czynników. Im większe ujemne realne stopy procentowe tym większe realne zyski z nieruchomości na kredyt ( na razie ogólnie mówiąc). W takim wypadku nieruchomość nie tylko gwarantuje utrzymanie wartości w czasach inflacji ale pozwala istotnie i aktywnie zbudować naszą wartość netto. W najgorszym wypadku jeśli będzie mała inflacja i dodatnie stopy – to nieruchomość będzie trzymać wartość a najmujący pomogą spłacić 80- czy 90% jej wartości ( a nasze odkładanie na emeryturę odbędzie się w postaci regularnych dopłat do kredytu- ale to jest najgorszy możliwy scenariusz gdyby nie wypaliła opcja z kryzysem i inflacją, więc wymiernie stracić na tej strategii będzie ciężko. Jeśli pieniądz straci 95% wartości w ciągu kilku lat i będzie podatek od zysków ze złota – to zapłacimy podatek od ogromnych papierowych zysków – co w praktyce pomniejszy naszą wyjściową siłę nabywczą. Widać, że po uwzględnieniu podatków od zysków i podatku w postaci inflacji nawet złoto nie gwarantuje zachowania 100% siły nabywczej – z czego większość ludzi nie zdaje sobie sprawy. Jeśli natomiast kilka czynników się zbierze do kupy w czasie kryzysu – to na nieruchomości na kredyt będzie można ogromnie realnie zyskać nic nie robiąc poza zarządzania nią i to w czasach, gdy na około będzie np 10% czy 150% inflacja. Jeśli inflacja wynosić będzie 10% i podatek od np funduszy i lokat 20% – to żeby wyjść na zero trzeba nominalnie zarobić kilkanaście procent(!) – a jak inflacja będzie wynosić 15 czy 20% to odpowiednio więcej, co jest długofalowo nieprawdopodobne. Natomiast w tych warunkach kredyt nieruchomości jest jakby „krótką pozycją” względem waluty (slang giełdowy) i realnie zyskuje się ze spadków wartości papierowego pieniądza i ujemnych stóp. Jak się to policzy to wychodzi, że zyski na czysto mogą wynosić kilkadziesiąt % rocznie i są legalnie całkowicie niewidoczne dla systemu podatkowego dokładnie tak samo jak system podatkowy nie widzi, że my tracimy na amortyzacji ( a państwo zyskuje), która nie uwzględnia inflacji. Jednie przy sprzedaży nieruchomości pojawi się podatek – ale wielu będzie wolało mieć co miesiąc pieniądze niż sprzedać spłaconą nieruchomość. Ewentualnie można wyciągnąć większą kwotę z naszych pieniędzy bez żadnego podatku biorąc pożyczkę hipoteczną (refinansując). Kupno nieruchomości na kredyt całkiem odwraca stół i w pełni korzystamy z inflacji – im większa tym większe nasze autentyczne zyski, tym szybciej i tańszym pieniądzem spłacimy nasz dług (jeszcze sporo zależy od oprocentowanie kredytu, ceny nieruchomości , najmu itd – jest to wiedza na 500 stron bitego tekstu a nie na krótki wpis na blogu. Tak, ten wpis jest króciutki i nawet nie zarysowuje powierzchni w porównaniu ile trzeba wiedzieć, żeby nie dać się ogołocić przy próbie odłożenia jakichkolwiek pieniędzy w następnych latach). W dodatku ktoś może kupić dobrą nieruchomość, mieć idealne warunki masakry ekonomicznej na około ale gdy użyje za dużej dźwigni albo gdy nie umie zarządzać nieruchomością (np dopuszczając do tego, ze ktoś mieszka 3 miesiąca i nie płaci) – to ktoś taki poniesie straty. Są ludzie, którzy się nie nadają albo nie mają czasu czy ochoty na bawienie się w nieruchomości. Jakkolwiek warto się uczyć i próbować – bo jakakolwiek forma papierowego oszczędzania w następnych latach jest gwarantowaną realną stratą (papierowe zyski bo pieniądz traci wartość, od których w dodatku jeszcze płaci się realny podatek!). Wirtualne zyski i realny podatek z funduszy i lokat – kontra realne zyski i nieistniejący podatek ze spłaty długu przy ujemnych realnych stopach procentowych! Wszystkie papierowe oszczędności będą celem ataku zdesperowanych Tusków i polityków na całym świecie – mając krótką pozycję netto, czyli swój dług do odparowania, można postawić się po ich stronie! Wszystko czego potrzebuje świat dla zbicia niespłacalnych długów i zobowiązań to inflacja na poziomie np. 7% (przy oficjalnie raportowanej 4%) i przy stopach np. 2% (świat) – wówczas realnie co roku wszystkie oszczędności papierowe tracą 5% i po 10 latach dług nagle jest o dobrze ponad połowę mniejszy (bo jeszcze procent składany dochodzi). Wiele krajów musi wymazać 90% długu (nawet Niemcy) i nadal zaciągają następne – wiec USA, Europa, Japonia, GB i dziesiątki mniejszych gospodarek czeka masakra papierowych oszczędności kosztem ciułaczy i niezorientowanych ludzi ciężko odkładających w funduszach na emeryturę. I to już się powoli dzieje. Historycznie żaden zadłużony kraj nigdy żadnego długu nigdy nie oddał – co najwyżej oddał dług w nic nie wartym pieniądzu. Inna rzecz to oddanie długu przez małe państewko jakiemuś imperium – ale swoim własnym obywatelom państwo niczego nigdy nie odda a wręcz wszystko zabierze. Nie są to żadne teorie spiskowe tylko trzeba umieć na to spojrzeć. Co roku w całej Europie i Ameryce miliony przyszłych emerytów już dziś traci kilka % realnej siły nabywczej swoich oszczędności i jest o ekwiwalent zaniesienia w zębach co roku kilku % wszystkich swoich pieniędzy bankrutującemu państwu (ile konkretnie to zależy od danego kraju i od danego momentu). W tym samym czasie miliony niezorientowanych ludzi z domem na kredyt (przy odpowiednim kredycie) nic nie robiąc co roku realnie sporo zyskuje razem z politykami dzięki ujemnym realnym stopom. Na razie mieszają się trendy spadku cen nieruchomości, inflacji, zmian stóp itd i trudno się w tym niezorientowanej osobie połapać. W dodatku sytuacja się dynamicznie zmienia. Przykładowo ludzie widzący jedynie wartość nominalną ogólnie myślą, że nieruchomości dużo nie potaniały -ale jeśli kosztują dziś tyle samo co kilka lat temu przy pewnej inflacji realnie staniały o co najmniej kilkanaście % (moim zdaniem średnio bliżej do spadków o ¼ wyjściowej ceny). Czasów opresji finansowej nie da się finansowo przeżyć widząc tylko nominalną wartość, wierząc w oficjalne statystyki i posługując się tym co działało przez ostatnie wiele dekad kiedy bąbel długu narastał – a teraz w końcu zaczął pękać.

  16. ; Mariusz Szepietowski pisze:

    Dodam jeszcze, że moja znajoma sprzedaje zestaw złotych monet. Taki jak tutaj http://www.emonety.pl/product/347_zlote-klipy-monet-obiegowych-zestaw. Wydano tylko 50 takich zestawów, więc poza wartością złota, ma to też wartość kolekcjonerską. Jeśli ktoś jest zainteresowany, proszę o maila na mariusz@bezemerytury.pl, a skontaktuję obie strony.

  17. ; Łukasz pisze:

    Jak na ilość wiedzy związanej z procesem inwestowania, to oczywiście wpis krótki, bo tutaj encyklopedia mogła by nie starczyć, ale jak na odpowiedź na komentarz pod blogiem, to Twój wpis Henieck jest bardzo obszerny i wybitnie wyczerpujący. Serdeczne dzięki 🙂

  18. ; henieck pisze:

    jeszcze może być warta dodania jedna rzecz – większość ludzi pewnie nie ma zdolności kredytowej na zakup kolejnej nieruchomości. Można to ominąć kupując od kogoś mieszkanie wraz z kredytem na tą osobę (jeśli kogoś takiego znajdziemy). Sam tego nie robiłem i mało o tym jeszcze wiem, ale czytałem, że w USA takie rzeczy się robi, ludzie bez zdolności kredytowej mają po kilkadziesiąt nieruchomości na wynajem dzięki tej metodzie i podobnych. W Polsce jeden gość podobno wie jak to w praktyce robić w naszych warunkach i uczy tego na szkoleniach z nieruchomości http://www.mk-estate.pl. Reklamuje jako kupno nieruchomości bez wkładu własnego (jak się przejmuje czyjś kredyt to nie trzeba mieć swoich pieniędzy albo bardzo niewiele) – ale 0% wpłaty to jest zbyt duża dźwignia i nikomu na ciężkie czasy długoterminowo bym tego nie polecał, natomiast wykorzystanie samej zasady potencjalnie może być dla niektórych bardzo pomocne. W umowach kredytowych jest klauzula, że przy zmianie właściciela bank może zażądać natychmiastowej spłaty kredytu – Rozmawiałem z Panem Michałem z mk-estate przez telefon i on twierdzi, że ma rozpracowane wszystkie zagadnienia prawne i podatkowe z tym związane…

  19. ; Łukasz pisze:

    To coś o czym pisał chociażby Kiyosaki. Ale przypuszczam że w USA wygląda to zupełnie inaczej niż u nas. W Polsce teoretycznie cesja długu w ramach swobody umów jest jak najbardziej dopuszczalna, choć powinna się odbyć za zgodą wierzyciela. Brak tej zgody nie czyni co prawda cesji nieważną, niemniej jednak wierzyciel (bank) wciąż może domagać się zapłaty długu od kredytobiorcy.
    W prawdzie kredytobiorcy będzie wówczas przysługiwać roszczenie wobec inwestora, który przejął jego nieruchomość i dług, niemniej jednak jego sytuacja będzie obarczona sporym ryzykiem związanym z wypłacalnością inwestora… Wszystko to sprawia, iż tak jak pisałeś – trudno znaleźć takiego partnera do tego typu interesu. Do tego oczywiście dochodzą kwestie zapisów w regulaminach bankowych itp. Nie twierdzę więc, że nie jest to do zrobienia, ale pytanie czy nakład pracy i skala ryzyka nie są zbyt duże?

    A tak jeszcze uzupełniając temat. Co byście polecili osobie prowadzącej działalność gospodarczą, która rozlicza się kwartalnie, dzięki czemu przez 2-3 miesiące „przetrzymuje” VAT zapłacony przez klientów? Zwykłą bezpieczną lokatę, która zbije inflację?

  20. ; henieck pisze:

    kredytobiorca nic nie ryzykuje, bo od kupującego dostaje tyle ile było jego wpłaty własnej plus co zdążył spłacić a jakby co to bank licytuje nieruchomość i traci tylko nowy właściciel. Jeśli dobrze rozumiem hipoteka na nieruchomości jest zabezpieczeniem dla banku i w jakby coś poszło źle to nie mogliby się doczepić do jego np samochodu czy konta w banku, czy innej nieruchomości (chyba, żeby nieruchomość nie starczyła do zaspokojenia ale zgaduję).
    Co do trudności znalezienia to jest to względne. Przykładowo ktoś może chcieć sprzedać mieszkanie, które kupił kilka lat temu ale w wyniku podrożenia franka zamykając teraz kredyt musiałby sporo dołożyć. Tymczasem może być ktoś bez zdolności kredytowej, kto może mieć ochotę na mimo wszystko niższą ratę niż jakby na nowo zaciągał teraz w złotówkach i mimo wyższej ceny nominalnej przy niższych ratach taka nieruchomość daje lepszy zysk z najmu, bo dla kogoś takiego głównie liczy się cash flow. Pozostaje dogadanie warunków i w tej sytuacji obie strony mogą zyskać. Problem w tym, że ludzie z kredytem „pod wodą” myślą, że jedyną opcją jaką mają jest strata i nawet nie próbują znaleźć kupca i muszą latami siedzieć w tym mieszkaniu a ludzie bez zdolności nawet nie próbują znaleźć takiego sprzedawcy.

  21. ; henieck pisze:

    http://demonocracy.info/infographics/usa/derivatives/bank_exposure.html

    – wielkość instumentów pochodnych jakimi handlują największe banki w USA przekracza 3 krotnie światowe pkb. Jak to się kiedyś zawali…

Zostaw komentarz